Wielokrotnie już pisaliśmy, że BO przestał być obywatelski i stał się narzędziem do zaspokajania potrzeb jednostek miasta. Ich udział w projektach BO z roku na rok przyrasta. Najbardziej jest to odczuwalne w pulach dzielnicowych, gdzie szkoły, biblioteki i domy kultury zgarniają nawet 80% puli przeznaczonej na dzielnicę. Nie jest to normalna sytuacja, gdy utrzymywanie jednostki odbywa się za pomocą środków BO. Jednostki zaznaczmy, do utrzymania której miasto jest zobowiązane – czy ma wydzielone środki na BO czy też nie.
W ostatniej 12. edycji, oświata, biblioteki i domy kultury (bez ZZM i MOSIR, choć też złożyli swoje projekty) otrzymały aż 62% środków z pul lokalnych. Najwięcej, bo 58% zabrała z BO oświata. W 17 dzielnicach (na 22) wygrały projekty oświatowe.

Dlaczego tak się dzieje?
Przyczyn jest kilka. Zacznijmy od dwóch podstawowych.
Po pierwsze szkoły i biblioteki to prawdziwe „fabryki głosów”. Zwykły mieszkaniec nie jest w stanie zdobyć tak wysokiego poparcia dla swojego pomysłu.
Po drugie, projekty oświatowe często dotyczą inwestycji, w związku z czym są bardzo drogie. Zabierają z puli tak dużą kwotę, że drugi w kolejności projekt, jeśli też jest inwestycyjny (np. odnowienie alejki w parku), na który głosowali mieszkańcy, odpada, bo brakuje już środków. Finansowanie przechodzi wtedy na mniejsze, dalsze pozycje. Ale problem braku uczciwej konkurencji to nie wszystko.

Do BO dopuszczane są projekty, które nie mają nic wspólnego z ogólnodostępnością. I tu uwaga – można sobie w regulaminie napisać wszystko, papier bowiem jest cierpliwy. Jednak BO powinien służyć wszystkim mieszkańcom, a przynajmniej jak największej ich części. Czy remont toalet w szkole lub klimatyzacja będą dostępne dla kogoś spoza szkoły? Nie wydaje nam się. To z resztą nie dotyczy tylko szkół – stroje sportowe dla klubu sportowego, stroje dla mażoretek … można tak długo wymieniać.
I żadne zapisy regulaminu nie zmienią tego, że z owoców takiego projektu może skorzystać tylko wąska grupa. Oczywiście można udawać, że wszystko jest, jak być powinno, bo tak stanowi regulamin. Tylko taka postawa, zakrawa na naiwność dziecka – jak zakryję oczy, to mnie nie widać.
Warto przy ty zauważyć, że w tym przypadku „czyste sumienie” mają biblioteki i domy kultury – z ich projektów (książek, zajęć różnego typu) mogą skorzystać wszyscy. Choć fakt, że muszą one składać swoje wnioski do BO, aby w ogóle funkcjonować jest po prostu wstydem dla miasta, które chce być Europejską Stolica Kultury.
W tym miejscu musimy warto zwrócić uwagę na bardzo istotną rzecz. Często w komentarzach spotykamy się ze stwierdzeniem „To nie powinno być robione z BO”. Otóż drodzy czytelnicy, z BO mogą być zrealizowane wszystkie projekty, które wpisują się w zadania miasta – a więc i oświatowe, kulturalne, remont ulicy czy nowe lampy uliczne, pod warunkiem, że są ogólnodostępne.
Ale nasz regulamin, został tak skonstruowany, aby tą ogólnodostępność wprowadzić na orbity absurdu, tym samym dopuszczając możliwość finansowania projektów, służących wąskim grupom odbiorców.
A jak jest w innych miastach?
Sprawdziliśmy. Przeanalizowaliśmy 66 regulaminów z innych miast powiat na prawach powiatu (to właśnie takie miasta mają ustawowy obowiązek tworzenia BO).
Widać, że problem ogólnodostępności i sięgania przez jednostki miejskie po środki z BO nie jest im obcy. Wiele miast w ostatnich latach wprowadziło zmiany w regulaminach BO, wiele jest w trakcie ich wprowadzania. Mniej lub bardziej restrykcyjne podejście ograniczyło zakusy sięgania po kasę z BO przez jednostki miejskie i wyeliminowało pomysły typu „nowa sala komputerowa”.
Jak tego dokonali?
Są dwie drogi. Jedne miasta zastosowały podział BO na pule zadaniowe. Mają więc pulę oświatową/edukacyjną, o którą mogą ubiegać się projekty realizowane właśnie w szkołach lub przedszkolach. To rozwiązanie jest o tyle dobre, że wyłącza te projekty z pul dzielnicowych, a szkoły konkurują tylko między sobą, a nie z mieszkańcem. Minusem tego rozwiązania jest to, że z racji liczby głosów przewagę mają duże placówki np. zespoły szkolno-przedszkolne. Takie rozwiązanie ma np. Białystok i Gorzów Wlkp.
Inne miasta poszły w kierunku podziału kwotowego – na projekty duże (tylko inwestycyjne), średnie (także inwestycyjne) i małe (projekty miękkie). To rozwiązanie stosuje m.in. Biała Podlaska, Bytom i Leszno.
Drugie rozwiązanie to określenie „ogólnodostępności” poprzez minimum godzinowe, w którym projekt musi być udostępniony mieszkańcom. I to rozwiązanie naszym zdaniem jest najlepsze. Nie tylko załatwia problem projektów oświatowych, z których nikt poza uczniami nie może skorzystać, ale również eliminuje projekty typu stroje dla klubu sportowego. Trudno bowiem sobie wyobrazić, że po 17.00 każdego dnia mieszkańcy przyjdą poprzymierzać te stroje lub w nich pograć.
Bardzo podoba nam się łódzki regulamin BO, gdzie wymóg dla projektów inwestycyjnych to co najmniej 30 godzin w tygodniu (w godz.6:00-22:00) dostępności dla wszystkich, a w przypadku zakupu wyposażenia, efekty projektu powinny być dostępne zgodnie ze swoim przeznaczeniem dla wszystkich mieszkańców miasta Łodzi w godzinach pracy podmiotu. Mało tego – w przypadku realizacji projektów na terenach zarządzanych przez jednostki miejskie – efekty realizacji projektów nie mogą służyć pracownikom oraz osobom korzystającym z oferty danej jednostki w ramach jej podstawowych zadań statutowych.
Wyobrażacie to sobie u nas? Kuchnia w szkole? Klimatyzacja? To już raczej by nie przeszło.
Są miasta, które jeszcze bardziej restrykcyjnie podeszły do tematu. W Rudzie Śląskiej z budżetu obywatelskiego całkowicie wyłączone są inwestycje i remonty w budynkach placówek oświatowych. W Siemianowicach projekt inwestycyjny jest ogólnodostępny, jeśli jest dostępny bezpłatnie dla wszystkich, o każdej porze dnia, 7 dni w tygodniu. W Tarnowie regulamin wyklucza projekty dotyczące obiektów szkolnych, chyba że ich realizacja jest przewidziana na terenie ogólnodostępnym dla mieszkańców (np. boisko). Da się? Da się!
Rozwiązań ograniczających finansowanie jednostek miasta z BO jest znacznie więcej. Z zebranymi przez nas informacjami możecie zapoznać się w TUTAJ. Przy okazji możecie sobie porównać jak na przestrzeni 5 lat zmieniał się udział jednostek miejskich* w pulach dzielnicowych.
Widać, że problem nie dotyczy tylko Katowic, ale inne miasta chciały i znalazły sposób na tą rozwiązanie sytuacji. Czy radni i władze Katowic znajdą w sobie determinację i odwagę, aby to zmienić? Mamy wrażenie, graniczące z pewnością, że obecna sytuacja niestety wszystkim jest na rękę. Ale to temat na oddzielny artykuł, który z pewnością ośmielimy się napisać.
* w zestawieniu braliśmy pod uwagę szkoły, przedszkola, biblioteki i domy kultury, nie uwzględnialiśmy MOSIR-u i ZZM, choć ich projekty także się pojawiały

